Jestem młodą studentką języka obcego, dzięki czemu dorobienie sobie na boku na korepetycjach nie powinno być trudne. Jakieś dziecko z szóstej klasy podstawówki, bo polski nie jest jedynym językiem, który trzeba znać. Albo maturzysta, który sobie przypomniał, że zaraz egzamin, ale tak naprawdę obydwoje wiemy, że z jego poziomem to tylko sierpień. These are a few of my favourite things. Jednakże znalezienie kogokolwiek na zajęcia czasami sprawia problem. Fenomenem był chłopak, który próbował zbić cenę do 15 złotych. Zaczęłam kwestionować wycenę swoich usług, jednak po opowiedzeniu tego K. przez 10 sekund słyszałam w słuchawce głupkowaty śmiech. Więc jestem warta więcej niż 15 złotych. Pot z czoła otarto.
Zmierzając jednak do sedna, do tego co mnie poruszyło najbardziej w tym wszystkim, to że brak odzewu nie jest najgorszy. Bo jest gorzej. Oczywiście, że jest gorzej, bo to jest prawdziwe życie, a nie takie ładne z instagrama, gdzie są tylko sałatki i tarty szpinakowe, i fakt, że każdy po pijaku wpierdala hotdogi ze stacji benzynowej albo kebaby jest ignorowany. Chodzi o to, że większość odzewu generują panowie. "Chcesz iść ze mną na kawę?", "Może sesja zdjęciowa?", "Mam czarne BMW". To większość wiadomości, jakie otrzymuję po takim ogłoszeniu. I tak się zastanawiam, jak bardzo trzeba myśleć penisem żeby napisać coś takiego. Tam nie ma mojego zdjęcia, nie ma mojego maila, nie ma sposobu, żeby połączyć to z moją osobą. Po prostu napisałam, że jestem studentką. Ja przecież nie jestem romantyczką. Ale trochę mi ta rzeczywistość się nie podoba. Ale najgorszość jest taka, że jak nie uzyskam nawet takie odzewu, to czuję, że coś jest nie tak. O tempora, o mores. Malutkie napastowanie(napastowanko?) przez maile i telefon jest dla mnie wyznacznikiem normalności. A mieliśmy w XI wieku mieć kolonie na innych planetach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz